Przejdź do głównej zawartości

0 - Z punktu widzenia Nicolette

Z punktu widzenia Nicolette


Draco niczym idiota trzymał wyciągniętą dłoń w powietrzu, czekając na jakąkolwiek reakcję Harry’ego. Obserwowała to z uśmiechem na ustach, nie dziwiąc się reakcji Pottera. Przecież Draco wygłosił najbardziej arogancką przemowę jaką kiedykolwiek słyszała. Pora więc, żeby to ona wkroczyła do akcji.
–– Z góry przepraszam za mojego brata –– powiedziała, wciskając się między blondyna a bruneta. –– Jestem Nicolette Malfoy i szczerze mówiąc, czy możecie po prostu zignorować to co Draco przed chwilą mówił? Byłabym wdzięczna, bo zabrzmiał jak straszny gbur. –– Z czarującym uśmiechem wyciągnęła dłoń w stronę Harry’ego, ignorując fuknięcie Dracona za swoimi plecami.
Po dłuższej chwili Harry nieśmiało uścisnął jej dłoń. Wpatrywali się sobie w oczy tak długo, aż nie przerwała im profesor McGonagall zapraszając pierwszorocznych na salę. Harry puścił dłoń Nicolette i speszony wbił wzrok w ziemię.
***
W dosłownie ostatnich minutach pierwszego roku szkolnego obu Malfoy’ów ich dom stracił pierwsze miejsce w konkursie domów. Cały stół Slytherinu syczał w gniewie. Nicolette sama przed sobą musiała przyznać, że niektóre punkty były tyci naciągane (Neville Longbottom? Serio?). Ale mimo wszystko trio z Gryffindoru odwaliło kawał dobrej roboty, nie dając się zabić i w ogóle.
Gryffindor, Hufflepuff i Ravenclaw zaczęli wiwatować, ciesząc się z sukcesu domu lwa. Nicolette, nie mogąc znieść tego wszechobecnego przygnębienia jej przyjaciół, uznała, że nie ma co się smucić. Mają jeszcze wiele lat, by pokazać na co ich stać. Dołączyła więc do ogólnej radości, krzycząc i klaszcząc na cześć Gryffindoru.
–– Co ty robisz? –– spytał Draco, ciągnąc ją za róg szaty aż do pozycji siedzącej.
–– Dobrze się bawię –– odpowiedziała z uśmiechem jego bliźniaczka. –– Też powinieneś czasem spróbować.
Blaise Zabini wpatrywał się w nią z uśmiechem pełnym podziwu i niedowierzania.
***
–– Czy ciebie do reszty Draco pogrzało?! –– wydarła się Nicolette. –– Powiedziałeś tacie o tym małym incydencie z hipogryfem?! A pomyślałeś, żeby wspomnieć o tym jak go s p r o w o k o w a ł e ś do ataku?!
–– Przecież Pottera nie zaatakował. Ten idiota Hagrid wyraźnie chciał mojej szkody. Nie wiem co on tu w ogóle robi, a wiesz jaki będzie mój następny krok? Pozbędę się go, tak samo jak pozbywam się tego okropnego Harpodzioba czy jak mu tam.
–– Hardodzioba. I ta, jasne, pozbędziesz się go. Chyba po moim trupie! Ale z ciebie… ignorant!
–– Nicolette odwróciła się z celem szybkiego i dramatycznego opuszczenia Pokoju Wspólnego, który, tak mimochodem, całkowicie zamilkł, wsłuchując się w kłótnię najbardziej wpływowego rodzeństwa w Hogwarcie.
–– Ale z ciebie ignorant –– Draco przedrzeźnił siostrę, myśląc, że już tego nie dosłyszy. Jednakże słuch ją nie zawiódł i obróciła się na pięcie tylko po to, by przed wyjściem pacnąć swojego brata w głowę. –– Au! –– pisnął blondyn, masując obolałe miejsce.
***
Ślizgonka uginała się pod ciężarem podręczników i książek, które chciała jakimś cudem donieść do jednego ze stolików w bibliotece. Harry, który przed chwilą wykłócał się o jedno z zaklęć z Ronem, zauważył zmagania dziewczyny i postanowił jej pomóc.
Nigdy tak naprawdę nie mieli okazji się bliżej poznać. Do dziś dzień przypominał sobie tę chwilę, w której wpatrywał się głęboko w jej stalowe oczy i przypominał sobie to jak bardzo zaprzepaścił tamten ulotny moment. Kto wie, może gdyby nie jego tchórzostwo (co za ironia, w końcu należy do Gryffindoru) to byliby przyjaciółmi. Zaraz skarcił się za takie myśli. To nie miało prawa bytu. On i siostra jego niemalże największego wroga…
Wziął połowę tych ciężkich książek, odłożył je na najbliższy stolik i nim Nicolette zdążyła mu w jakikolwiek sposób podziękować, wyszedł szybkim krokiem z biblioteki.
Dziewczyna zmarszczyła brwi w oznace konsternacji, ale chwilę później zapomniała o tym incydencie, kartkując lubością stare strony. Po godzinie czy półtorej dotarło do jej świadomości, że ktoś przy drugim końcu stołu przeklina pod nosem, najwyraźniej nie mogąc czegoś zrozumieć. Po paru słowach dotarło do niej, że chodzi o jakiś eliksir. Nicolette wstała i podeszła do już mocno zdenerwowanej dziewczyny.
–– Hej –– powiedziała cicho, tym samym zwracając na siebie uwagę nieznajomej. –– Jestem Nicolette Malfoy, chyba nie miałyśmy okazji się poznać.
–– Hermiona Granger –– odparła podejrzliwie dziewczyna.
–– Jeśli czujesz do mnie jakiś niesmak to po pierwsze – nie dziwię ci się, po drugie – proszę, nie zakładaj, że ja i mój brat to to samo. Może i wyglądamy bardzo podobnie, ale wygląd a charakter to zupełnie co innego.
Gryfonka uniosła brew w oczekiwaniu na powód podejścia Malfoy.
–– Skoro mowa o wyglądzie to strasznie zazdroszczę ci włosów –– wydusiła z siebie Nicolette, po czym szybko odwróciła zawstydzona wzrok.
–– Chyba sobie żartujesz –– parsknęła Hermiona, taksując tęsknym wzrokiem proste, platynowe włosy Ślizgonki.
–– Nie! Serio, zawsze o takich marzyłam.
–– Wiesz jak bardzo Mal... znaczy, twój brat by się z ciebie wyśmiewał za posiadanie takich włosów?
–– Wiesz jak wielkim dupkiem jest mój brat? Szczerze to nie przejmowałabym się żadnym jego słowem. –– Granger zachichotała pod nosem. –– Serio, nie żartuję.
–– Nie spodziewałam się, że będziesz taka… miła –– przyznała Hermiona.
–– Ludzie są po to by zaskakiwać. A teraz powód mojego podejścia – słyszałam, że masz problem z jakimś eliksirem. Tak się składa, że eliksiry to moja miłość. I niedawno powtarzałam wszystko co o nich wiem. Chyba sama rozumiesz dlaczego…
–– Oj, rozumiem –– zapewniła ją brunetka.
–– Sumy… –– westchnęły w tym samym momencie, po czym obie wybuchły śmiechem.
Nagle znikąd pojawiła się pani Pince:
–– W bibliotece obowiązuje cisza! –– syknęła, a dziewczyny zatkały sobie usta.
Po policzku Hermiony spłynęła łza rozbawienia, a Nicolette szybko ją otarła. Parę głębokich wdechów i po chwili szeptały między sobą. O eliksirach, oczywiście.
***
Nicolette zatopiona była w lekturę jednej z książek i leżała wtulona w Blaise’a, podczas gdy on grał z Draconem w magiczne szachy. Dziewczyna od czasu do czasu zapatrywała się w przepływające za oknem ryby albo trzeszczący w kominku ogień i nie mogła pozbyć się wrażenia przepełniającego ją zewsząd szczęścia. Wszystko wyglądało tak, jak powinno.
***
Biegła ile tchu w piersi. Przez głowę przelatywały jej miliony myśli. Zaczynając od tego, że to zawsze to ona była na samym dole łańcucha pokarmowego. Wyśmiewana przez Voldemorta, przez jego głupich sługusów. Robiła to, by Draco mógł chronić ich najukochańszą matkę, tak ślepo zakochaną w tym… tyranie, który podawał się za jej ojca. Już dawno temu doszła z Draconem do porozumienia – nie mogą bronić siebie nawzajem i matki jednocześnie. Musieli dokonywać wyborów i zawsze wybór był ten sam.
–– Zostaw ją! –– krzyknęła Nicolette, chwilowo powstrzymując Bellatriks od torturowania Hermiony.
Nim jednak zdołała zrobić kolejny krok w stronę przyjaciółki, ktoś potraktował ją Crucio. Draco nie mógł powstrzymać instynktu i podbiegł do swojej siostry, przez co on także został ukarany. Stracili przytomność. Bezsilni, trzymający się ostatkiem sił za dłonie.
***
Voldemort… Voldemort nie żyje. Nicolette padła w objęcia Dracona, a po ich policzkach spływały łzy szczęścia. Nawet jej brat nie potrafił powściągnąć tak potężnych emocji.
Po chwili Malfoy biegła w stronę Hermiony, Harry’ego i Rona. Udało im się. W ostatnich chwilach wszyscy uczniowie Hogwartu – nawet ci znani jako najbardziej zagorzali zwolennicy Czarnego Pana – walczyli po jednej stronie; po stronie dobra, sprawiedliwości i radości.

Nagle powietrze przeciął pełen cierpienia krzyk George’a. Fred, Fred Weasley, ten, który zawsze sprawiał, że Nicolette śmiała się pod nosem i ten który dźgał ją w bok łokciem przy każdej możliwej okazji… Nie żył. 

Komentarze